Zgromadzenie Siostr Wspomozycielek Dusz Czyściowych.- Przygotuj się na długie czytanie!
Każde zgromadzenie zakonne żyje według jakiejś określonej duchowości czyli przyjmuje jedną z kilku zatwierdzonych przez Kościół reguł zakonnych. Wspomożycielki przyjęły Regułę św. Franciszka ponieważ zostały założone przez Kapucyna, którego zakon stanowi jedną z głównych gałęzi całego zakonu franciszkańskiego.
Duch św. Franciszka mimo upływu wielu wieków jest nadal żywy i aktualny nie dlatego, że święty rozmawiał z ptakami i kochał zwierzęta, ale że w centrum swojego życia postawił miłość do Chrystusa Ukrzyżowanego i Jego Świętej Ewangelii. Z tytułu przynależności do wielkiej rodziny franciszkańskiej staramy się jak najpełniej żyć duchem Serafickiego Ojca Franciszka. Dlatego w naszym życiu również na pierwszym miejscu stawiamy miłość do Chrystusa Odkupiciela. Wpatrzone w Jego przykład naśladujemy Jego miłość do Ojca i do ludzi, a zwłaszcza do dusz oczekujących pomocy. Natomiast Ewangelię Świętą przyjmujemy za fundamentalną normę postępowania. Staramy się nią żyć, według niej kształtować swoje umysły i serca, do niej dostosowywać naszą zakonną rzeczywistość.
Centrum naszej codzienności stanowi Eucharystia, jako realna obecność naszego Pana. Ona jest źródłem wszelkiej łaski i miłosierdzia zarówno dla żywych, jak i zmarłych, dla całego świata przez wszystkie wieki. Dlatego włączamy w nią wszystkie nasze modlitwy, prace i ofiary zakonnego życia, prosząc, aby dzięki Najświętszej Ofierze Chrystusa stały się darem dla dusz czyśćcowych.
O. Założyciel tak pisał o naszej duchowości: "Duch sióstr tego Zgromadzenia, jako [...] córek św. Franciszka jest duchem żywej wiary i świętego zapału, gorącej miłości, świętej żarliwości i poświecenia, najwyższego ubóstwa, najgłębszej pokory, szczerej pogardy świata i prawdziwej pokuty. Słowem, duch Wspomożycielek zawiera w sobie cały kwiat Ewangelii świętej, czyli jest zebraniem tego wszystkiego, co tylko jest w niej wzniosłego, uroczego i doskonałego" (Pierwsze Ustawy Zgromadzenia)
Duch św. Franciszka przenika każdą płaszczyznę naszego życia, a więc także realizację powierzonego nam przez Ducha Świętego charyzmatu. Biedaczyna z Asyżu nazywał swoich braci "mniejszymi", a to znaczy, że wszyscy franciszkanie mają czuć się mniejszymi niż najmniejsi tego świata... Postawa tej pokornej mniejszości jest jak najbardziej właściwa i siostrom wspomożycielkom.
Charyzmat wspomagania zmarłych cierpiących w czyśćcu stawia nas wobec niezgłębionej tajemnicy miłości Boga do człowieka wyrażonej w odkupieńczej Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa Pana. W obliczu tak wielkiej Ofiary, nasza zakonna codzienność, to mniej nawet niż mało dla tych, którzy w czyśćcu oczekują naszej pomocy.
A jednak Pan Bóg chce tej naszej człowieczej mniejszości, chce przez pośrednictwo słabego człowieka wprowadzać innych ludzi do nieba. Taka jest logika zbawiania świata. Dlaczego? Nikt z nas nie jest w stanie odpowiedzieć w pełni na to pytanie. Łaska odkupienia i włączenie w nią ludzkiej słabości pozostaje kolejną Bożą tajemnicą...
My, wspomożycielki, wierzymy, że skoro Duch Święty udzielił łaski zaistnienia naszemu Zgromadzeniu i powierzył także konkretne zadanie do wykonania w Chrystusowym Kościele, to ofiara naszego życia ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa może przynosić ulgę zmarłym cierpiącym w czyśćcu.
W Pierwszych Ustawach Zgromadzenia bł. Honorat napisał, że "wspomożycielki, naśladując Chrystusa Pana, przenoszą się duchowo do czyśćca, aby ratować dusze tam cierpiące i jako Zbawiciel zasługami swymi spłacił długi dusz czekających odkupienia, tak one zrzekają się zasług wszelkich dla siebie, na korzyść dusz czyśćcowych - a zatem przedstawiają tajemnice miłości Chrystusa dla zmarłych i są żywym objawem artykułu wiary: zstąpił do piekieł". Według Założyciela mamy także przypominać światu zajętemu zbieraniem ziemskich bogactw o tym, że życie wieczne ma być najważniejszą troską człowieka.
Może to brzmi nieco skomplikowanie... No cóż, charyzmat, który dotyka rzeczywistości przekraczającej bramę śmierci, rzeczywistości niewidzialnej dla oka człowieka żyjącego na ziemi, wymaga szczególnego modlitewnego wgłębienia się w te prawdy naszej katolickiej wiary, na których zbudowana jest cała teologia życia wiecznego.
Na pewno realizacja naszego charyzmatu nie ogranicza się do odmawiania takich czy innych modlitw w intencji dusz czyśćcowych. Nie sprowadza się także do pełnienia dobrych uczynków za zmarłych czy też ofiarowania określonych praktyk pokutnych w ich intencji. To można czynić nie będąc w zakonie.
Zadanie naszego Zgromadzenia ma wymiar głęboko kontemplacyjny. Co to znaczy? Wspomożycielka najpierw musi tak bardzo rozmiłować się w swoim Boskim Oblubieńcu, aby bez żadnych zastrzeżeń oddać Mu całą siebie do dyspozycji w zbawianiu świata. Oddać swoje serce, rozum, wolę, jak to ktoś napisał: "Chrystus nie ma już rąk, ma tylko nasze ręce do pracy nad swoim dziełem. Chrystus nie ma już nóg, aby iść dzisiaj do ludzi. Chrystus nie ma już głosu, aby mówić dzisiaj o Sobie. Chrystus nie ma już sił, ma tylko nasze siły, by prowadzić ludzi do Siebie". I z taką bezwarunkową miłością powinna zagłębić się w wielkość Ofiary Boga Ojca, który dla naszego zbawienia własnego Syna wydał na śmierć. Wspomożycielkę musi w sercu zaboleć odwieczne wołanie Boga tęskniącego za swoim stworzeniem: "Człowieku, gdzie jesteś?" i Jezusowe słowa z Krzyża: "Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią". Musi boleśnie odczuć tę "tragedię" Stwórcy bezgranicznie zakochanego w człowieku, błąkającym się nieustannie po bezdrożach grzechu. I podobnie jak Chrystus pokochać tego człowieka aż do ofiary z własnego życia. Dopiero wtedy będzie mogła prawdziwie przejąć się losami dusz czyśćcowych, które nie mogą wejść do Królestwa, bo na przeszkodzie stoją skutki ich nieodpokutowanych grzechów. Dopiero z takiego kontemplacyjnego zapatrzenia w tajemnicę Odkupienia czerpią moc zbawczą nasze konkretne modlitwy i działania, ofiarowywane za zmarłych cierpiących w czyśćcu.
DLACZEGO BEZ HABITU?...
W poszukiwaniu odpowiedzi należy sięgnąć do zamysłu bł. Honorata Koźmińskiego, który jest twórcą zakonnego życia ukrytego. W dziewiętnastym wieku - czasach, gdy Polska była pod zaborami i w zaborze rosyjskim likwidowano klasztory - do konfesjonału internowanego w Zakroczymiu kapucyńskiego Mnicha zaczęło zgłaszać się coraz więcej osób z pragnieniem rozpoznania woli Bożej i z autentycznym powołaniem do życia zakonnego. Zrealizowanie powołania było wówczas prawie niemożliwe, gdyż car po powstaniu styczniowym wydał dekret, który zabraniał przyjmowania nowych kandydatów. Nie dostosowanie się do carskiego nakazu groziło restrykcjami karnymi zarówno wobec zakonników, jak i osoby zgłaszającej się. Honorat nie ulegał jednak zwątpieniu, ufał Bogu i mówił: "życie zakonne jest instytucją Boską i ustać nie może, bo bez niego nie mogłaby być wypełniona Ewangelia. Modlił się więc gorąco o Boże światło i innych prosił o modlitwę. Nie chciał bowiem "ogołacać tej ziemi z dojrzałego i najpiękniejszego owocu, który ona wydała i wysyłać osoby za granicę. Z drugiej strony jednak nie wiedział jak mają one realizować powołanie zakonne, skoro klasztory zostały zamknięte. W swoim "Notatniku Duchowym" pisał: "Coś Bóg chce, coś zaradzi...
I rzeczywiście, Bóg hojnie odpowiedział na ufne błagania Ojca Honorata. Dzięki światłu Ducha Świętego odkrył on na kartach Ewangelii tajemnicę ukrycia Boga przed światem. Zdumiony odkrywał prawdę, że Jezus Chrystus będąc Synem Bożym nazywany był "Synem cieśli z Nazaretu (Mt 13,35). Oświecony Bożą łaską pisał: "trzeba pamiętać, że nasz Najświętszy Odkupiciel i Jego Niepokalana Matka prowadzili takie (ukryte) życie na ziemi [...]. Jezus Chrystus nie był znany prawie nikomu ze swego Boskiego posłannictwa, pochodzenia i poświęcenia się Bogu i sprawie zbawienia. Przedstawiał się wszystkim jako zwyczajny czeladnik ciesielski. W uzasadnianiu tego rodzaju życia powoływał się także na Maryję, która również "służyła Bogu w wielkim ukryciu przed światem [...], nie odróżniała się na zewnątrz od osób swojego stanu osobliwym ubraniem lub odosobnionym mieszkaniem, ani w zajęciach i stosunkach z ludźmi, i nikomu nie wyjawiała tajemnic swojego serca, ani swoich ślubów, ani wielkiego powołania... Dlatego stała się świetnym przykładem tego życia....
Młodym osobom wstępującym do Zgromadzeń ukrytych O. Honorat tłumaczył, że "życie ukryte nie jest niczym więcej jak tylko odmienną formą życia zakonnego, które w istocie swojej nie odmienia się wcale, tylko nowy kształt przybiera. Zapewniał też, że ukrycie swego powołania i życia z Chrystusem w Bogu ma wielką wartość samą w sobie, dlatego osoby, które Jezus wezwał na tę drogę: "powinny doceniać i miłować tę formę życia ukrytego przed światem [...] i powinny gorąco pragnąć jak najściślejszego zjednoczenia z Bogiem. Prostotę, ubóstwo i pokorę tego życia mogą bowiem kontemplować w sposób szczególny w Najświętszym Sakramencie, w tej jedynie widzialnej aktualnie obecności Jezusa na ziemi. Bo jak pouczał Założyciel: "dziś Pan Jezus ukryty ciągle zostaje, a ukrycie to jest najwyższym aktem miłości Boga i ludzi i najskuteczniejszym środkiem obcowania z nimi i zbliżenia ich do Boga.
Rozważając tajemnicę ukrycia zapisaną na kartach Ewangelii, O. Honorat w swoim zaangażowaniu nad tworzeniem ukrytych rodzin zakonnych czuł się narzędziem Ducha Świętego. Mówił swoim ukrytym siostrom: "zakonnicę nie habit stanowi, ale cnoty i śluby zakonne". Istotą bowiem powołania jest pójście za Jezusem, a "szczególny charakter miłości Chrystusowej i Jego poświęcenia polegał na tym, że wszystko czynił w tajemnicy przed światem".
Bł. Honorat Koźmiński pragnął, aby siostry zgodnie z zasadą ukrycia, pracowały wśród ludzi żyjących w świecie
i niejako od wewnątrz przemieniały różne środowiska zaczynem ewangelicznym - również siostry naszego Zgromadzenia - i to właśnie dlatego nie nosimy habitu.
W HABIT UBIERAMY... SERCA
To, na pozór nieco dziwne zdanie napisane w tytule, wyraża podstawową prawdę o naszym sposobie życia, jako sióstr bezhabitowych. Nasza zakonność jest ubrana w świecki strój, a zatem jest niewidoczna dla ludzkiego oka. Na zdjęciu zamieszczonym wyżej, w grupie wiernych pielgrzymujących do Ziemi Świętej, są dwie siostry wspomożycielki, ale raczej trudno je tam zauważyć. I o to właśnie chodzi, żeby tak się działo. Osoby, które Pan Jezus stawia na naszej drodze powołania, patrząc na nas, mają dostrzegać najpierw prawdziwie chrześcijański sposób życia, a dopiero potem zakonny.
Wspomożycielki ubierają swoje serca w bardzo szczególny habit. W jaki? Gdy sięgniemy do słownika łacińskiego, to dowiemy się, że "habitus" najpierw oznacza właśnie "postawę", a dopiero w dalszej kolejności strój. Dlatego naszym habitem nie są ubrania odróżniające nas na odległość od reszty ludzi, ale cnoty właściwe wspomożycielce. Tak więc siostry bezhabitowe mają przyoblec się w "habit cnót". Jest to jak najbardziej zgodne ze Słowem Bożym Nowego Testamentu. Apostołowie Paweł i Piotr mówią w swoich Listach o przyoblekaniu się chrześcijan w: miłość, miłosierdzie, pokój, cierpliwość, cichość, pokorę (por. Kol, 3, 12-14; 1P, 5,5).
Habit wspomożycielki składa się z czterech części, czyli z czterech cnót: miłości, miłosierdzia, pokory, posłuszeństwa. Tak to wymyślił nasz Założyciel - bł. Honorat, gdy pisał pierwsze Ustawy dla wspomożycielek. Jego zdaniem te cnoty mają nas w szczególny sposób odróżniać od innych zgromadzeń zakonnych.
Dlaczego akurat taki, a nie inny, habit "uszył" dla nas - dla sióstr wspomagających dusze czyśćcowe? Czy siostry z innych zakonów nie mają kochać, być miłosierne, pokorne i posłuszne - tylko my? Te cnoty z pewnością są dla wszystkich zakonnic, również dla osób świeckich, ale w zależności od konkretnego powołania będą one inaczej realizowane.
Miłość
"Każdy żyje według swojej miłości" powiedział kiedyś jakiś święty, a więc my wspomożycielki ze względu na nasz szczególny charyzmat, którym jest oddanie swego życia Bogu dla ratowania dusz w czyśćcu cierpiących, mamy z miłości do Chrystusa Odkupiciela stawać się ofiarą całopalną. Dla wielu osób wyrażenie "ofiara całopalna" z pewnością nie będzie zrozumiałe - i niewiele powie. Może nieco prościej jego istotę oddają słowa znanej piosenki religijnej:
"Tak mnie złam,
tak mnie skrusz,
tak mnie wypal, Panie,
byś został tylko Ty,
byś został tylko Ty,
naprawdę Ty..."
W zasadzie tego samego pragną dusze czyśćcowe. Chcą, by kruszyło się i łamało, to wszystko co w nich nie jest z Boga. Pragną, by "palił je ogień" tęsknoty za Bogiem, choć przysparza im tak dotkliwych cierpień. One chcą tego cierpienia, bo dzięki niemu w ich sercu pozostanie tylko On - i to już będzie koniec oczyszczenia, to będzie niebo. Duszom czyśćcowym może przynieść ulgę w cierpieniu jedynie to, co jest uczynione z miłości do Boga i człowieka, gdyż to niedostatek miłości muszą dopełniać czyśćcową pokutą. Stąd nasza miłość do Chrystusa Odkupiciela i dusz Jego krwią odkupionych pragnie nieba dla wszystkich dusz czyśćcowych i wyraża się w akcie całkowitego i nieodwołalnego oddania się do dyspozycji Boga i bliźniego, aż do złożenia "aktu heroicznej miłości"...
"Akt heroicznej miłości" polega na zrzeczeniu się na korzyść dusz czyśćcowych wszystkich wartości zadośćuczynnych naszych modlitw, ofiar, trudów i cierpień, a także wszystkich modlitw po śmierci za nas ofiarowanych.
Każda z nas może ten akt złożyć po ślubach wieczystych, ale nie musi - nie jest on nakazany, ale jedynie zalecany siostrom, gdyż heroizmu nikomu nie można nakazać. Podobnie jak nie można nikogo zmusić, żeby wskoczył do wody i ratował tonącego, gdy - być może - nie czuje się na siłach... Tak też miłość heroiczna do dusz czyśćcowych musi najpierw znaleźć w sercu odpowiedni grunt, żeby mogła kiedyś zakiełkować i wzrosnąć pełnią oddania na chwałę Bożą. Trzeba więc do niej dojrzeć, dorosnąć w promieniach miłości i łaski Bożej...
Każda wspomożycielka, składając śluby staje się jakby potrójnym "dłużnikiem miłości". Jest odtąd "winna" miłość Panu Bogu, cierpiącym na ziemi i w czyśćcu oraz swoim współsiostrom. Ten "miłosny dług" spłaca przez całe życie - modlitwą i codziennością zanurzoną w ślubach czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
Tak w zarysie wygląda pierwsza i najważniejsza część habitu, w którą każda z nas ma się przyoblec, jeżeli chce być prawdziwą wspomożycielką. Pozostałe cnoty z niej właśnie czerpią swoją rację istnienia i budowania ducha wspomożycielki.
Wzorem i sprawdzianem tej "prawdziwości", są dla nas dwie pierwsze Wspomożycielki: Wanda Olędzka i Natalia Nitosławska. O cnocie miłości w życiu jednej z nich - Matki Natalii - O. Honorat tak napisał: "Miłość Boża była tym słońcem, co życie Jej całe opromieniało, co świętymi czyniło wszystkie Jej sprawy, co nieskończoną wartość wszystkim Jej nadawało uczynkom i jak promień jasny w czystych wód kropelkach tysiącznymi mieni się barwami, tak w Jej sercu czystym ta miłość Boża niezliczone zrodziła cnót kwiaty".
Miłosierdzie
Miłosierdzie jest drugą częścią przygotowanego przez Ojca Założyciela duchowego habitu sióstr wspomożycielek. Trudno sobie wyobrazić wspomaganie dusz czyśćcowych, które nie płynęłoby z miłosiernego serca, zanurzonego w niezmierzonym miłosierdziu samego Boga; które nie płynęłoby z miłosierdzia głęboko osadzonego w cnocie miłości Boga i bliźniego. Miłosierdzie bez miłości byłoby jedynie altruizmem, a do okazywania takiej formy wspaniałomyślności niekoniecznie trzeba być wspomożycielką, a nawet niekoniecznie człowiekiem wierzącym..., wystarczy poddać się tkwiącemu w każdym z nas instynktowi dobroci czy litości...
Czym więc, jest cnota miłosierdzia? W potocznym rozumieniu ludzi wierzących ta cnota często sprowadzana jest tylko do współczucia i przebaczania, tymczasem w rzeczywistości ma ona o wiele bogatsze znaczenie. Miłosierdzie rozumiane jako pełna miłości czułość, wyrażająca się we współczuciu i przebaczaniu, musi być dopełnione jeszcze innym znaczeniem. W biblijnym ujęciu miłosierdzie rozumiane jest także jako relacja dwu osób powiązanych ze sobą wzajemną wiernością.
Z kim wspomożycielka związana jest węzłem wierności? Przede wszystkim z Jezusem i z duszami czyśćcowymi. Jezus jest miłosierny i wszystkie czyny Jego życia tu na ziemi były wyrazem miłosierdzia Ojca wobec człowieka. Tak więc, wierność Chrystusowi wymaga od każdej z nas, żeby i nasze wszystkie czyny były wyrazem miłosiernej miłości Boga. Co to znaczy? - to, co powiedział sam Chrystus: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 40), i co dopowiedział św. Paweł: "cokolwiek czynicie, wszystko na chwałę Boga czyńcie" (por. 1Kor 10,31) - na chwałę Boga, w intencji bliźnich czekających na nasze miłosierdzie. Dla wspomożycielek, rzecz jasna, tymi bliźnimi są przede wszystkim zmarli cierpiący w czyśćcu, ale nie tylko...
Nasz Założyciel podkreślał, że mamy podobnie jak ewangeliczny Samarytanin posługiwać chorym i udzielać jałmużny ubogim, czyli spieszyć z pomocą ludziom potrzebującym różnorodnej pomocy tu na ziemi. A to dlatego, że według bł. Honorata "każda posługa oddana choremu, każda jałmużna zaniesiona ubogiemu, każde słowo pociechy powiedziane nieszczęśliwemu, każda modlitwa odmówiona żarliwie, każda Msza św., Komunia św., ofiarowanie: są wielką ulgą dla dusz zmarłych". Dlatego też nasze Zgromadzenie prowadzi dwa własne Domy Pomocy Społecznej, w których siostry służą starszym, chorym i samotnym kobietom. Poza pracą wśród chorych i samotnych wykonujemy wiele innych różnych prac, ale - jakiekolwiek by one były - przyświeca im jeden cel: wspomaganie zmarłych cierpiących w czyśćcu. To ich pragniemy zanurzyć w zdroju Bożego miłosierdzia, jak paralityka w uzdrawiającej sadzawce, pragniemy przyprowadzić do Chrystusa tych wszystkich, którym jeszcze coś przeszkadza w radowaniu się pełnią szczęścia w niebie.
Tak, mniej więcej, prezentuje się ta część naszego duchowego habitu, w którą mamy się przyoblec mocą Bożej łaski. A wzorem wspomożycielki "ubranej" w miłosierdzie jest Matka Natalia, która według opisów zawartych w Mowach Pogrzebowych "tak miała serce przejęte miłosierdziem, iż więcej kochała swych biednych i więcej o nich przemyśliwała, niż rodzona matka o swoich dzieciach[...]. Miłość bliźniego dawała się odczuć każdemu, ktokolwiek miał szczęście do niej się zbliżyć. Słodycz w obejściu, uprzejmość, łagodność, wyrozumiałość, ta szczera dobroć jaśniały w jej obejściu, brzmiały w każdym jej słowie, lśniły w jej oczach. Nikt nie odszedł od niej bez pociechy, bez zachęty, bez jakiegokolwiek owocu tej prawdziwej, chrześcijańskiej miłości".
Miłosierdzie, rozumiane jako relacja dwóch osób powiązanych wzajemną wiernością, jest szczególnym elementem duchowego habitu Wspomożycielki. To właśnie aspekt wierności nadaje głęboki sens temu wszystkiemu, co składa się na codzienność naszego życia zakonnego. Powinnyśmy być wierne powołaniu do współpracy z Chrystusem Odkupicielem w "zapełnianiu" nieba tymi, którzy przechodzą przez oczyszczający ogień tęsknoty za Bogiem - Miłością.
Taka jest droga uświęcenia, którą przewidziała dla nas Boża Opatrzność - droga do nieba i jeżeli nie byłybyśmy jej wierne, tym samym, nie mogłybyśmy zaznawać szczęścia w życiu wiecznym. Dlatego też każda z nas stara się przyoblekać w cnotę miłosierdzia i żyć tak, aby wszelkie działania mogły stawać się stopniami do Domu Ojca, zarówno dla dusz czyśćcowych, jak i dla nas samych.
Pokora jest kolejną częścią habitu, w który ma przyoblec swoje serce każda wspomożycielka. Realizacja danego nam przez Ducha Świętego charyzmatu jakby sama domaga się od nas pokornego
złożenia swego powołania w dłonie Chrystusa Odkupiciela.
Ten szczególny, wspomożycielski charyzmat "zawiesza" nas niejako między niebem i ziemią sięga on poza granicę ziemskiego życia człowieka, dotyka rzeczywistości czyśćca i wieczności. Tak już Pan Bóg urządził ten świat, że nasz cielesny wzrok nie sięga poza doczesność. Dopóki żyjemy, wartość naszych modlitw, ofiar i prac nie będzie nam znana. Dlatego też owoce naszego pochylania się nad ludzką biedą będziemy mogły zobaczyć dopiero wtedy, gdy z woli Bożej same przekroczymy bramę śmierci. Nigdy nie możemy stwierdzić, na ile komuś pomogłyśmy, więc swoje oddanie za dusze czyśćcowe możemy jedynie zawierzyć w pokorze Bożemu miłosierdziu...
Żyjąc ze wzrokiem duszy utkwionym w wieczności musimy bardzo realnie stąpać po ziemi. Wiemy, że same z siebie nie byłybyśmy w stanie przynieść jakiejkolwiek ulgi zmarłym w ich cierpieniach. "Człowiek jest tylko tym, czym jest w oczach Bożych i niczym więcej" - mówił św. Franciszek z Asyżu. Dlatego nawet jako siostry zakonne jesteśmy tylko ludźmi, których "własnością są jedynie wady i grzechy". Wszystko inne jest łaską i owocem Bożego działania w naszych sercach.
Pokora, która jest także głębokim poznaniem samego siebie w świetle łaski Bożej, owocuje bojaźnią Bożą, a ta z kolei - jak nam podpowiada Pismo Święte - jest początkiem mądrości, pozwalającej nam na zajęcie właściwego miejsca w relacji do Boga, do innych ludzi i do siebie samych.
Charyzmat wspomagania zmarłych cierpiących w czyśćcu, wielkodusznie podjęty i przeżywany w zjednoczeniu z łaską Bożą ma chronić nas przed próżną chwałą. My, wspomożycielki, nie możemy "pochwalić się" przed innymi niczym konkretnym, bo to, co na drodze naszego powołania jest najistotniejsze pozostaje zawsze w ukryciu - nawet przed nami samymi. Jakkolwiek ceniono by talenty i dary, które złożył w nas Bóg, autentycznej wartości nabierają one jedynie przez to, na ile nasze serca są zjednoczone z Chrystusem Odkupicielem; na ile miłość do Niego uczyniła z naszych zewnętrznych prac oraz zaangażowań w życiu wspólnotowym i apostolskim dar dla dusz czyśćcowych; na ile to, co wypełnia naszą zakonną codzienność, staje się przez otwarcie na Boże miłosierdzie zadośćuczynieniem za grzechy zmarłych cierpiących w czyśćcu...
W tym kontekście zrozumiała staje się postawa uniżenia i poczucie własnej niegodności u naszych pierwszych Matek: Wandy i Natalii. O pokorze M. Natalii, która była pierwszą Przełożoną Generalną Wspomożycielek i zmarła w opinii świętości tak napisał jeden z ojców kapucynów: "Ona jak najszczerzej uważała się nie tylko za największą grzesznicę, ale i za niegodną stąpać po ziemi. Drżała z bojaźni nad małymi swymi winami i była przekonana, że jest zgorszeniem dla wszystkich [...]. Podobną pokorę objawiała na zewnątrz, nie dając nigdy poznać swej wyższości i to bez przesady i dziwactwa, ale z największą naturalnością i prostotą zachowywała się wszędzie i zawsze jakby była służącą towarzyszek swoich".
Posłuszeństwo
To już ostatnia z czterech cnót składających się na zakonny strój siostry wspomożycielki. Jest ona ściśle połączona z trzema wcześniejszymi, ale w sposób najbardziej oczywisty ujawnia istotę naszego charyzmatu i sposób jego realizacji w konkrecie codziennego życia.
Gdy weźmiemy do ręki Pismo Święte i w świetle Bożego Słowa spojrzymy na życie człowieka bardzo szybko zauważymy, że rdzeniem -nie tylko grzechu pierworodnego, ale i każdego późniejszego zła popełnionego przez ludzi na przestrzeni wieków, jak i przez nas samych - jest brak posłuszeństwa wobec Bożej woli. Twardą i oporną wobec Bożej łaski naturę ma człowiek, a przez tak bardzo podatną na podszepty złego ducha. Widać to bardzo wyraźnie w historii pierwszego nieposłuszeństwa wobec Stwórcy okazanego w Raju przez Adama i Ewę...
Człowiek tak umiłował podarowaną mu przez Boga wolność, że zapomniał czemu ona naprawdę ma służyć. Zapomniał, że ma być środkiem uwielbienia Boga. W ten sposób uczynił z niej bożka, któremu do dziś służy z niemałym upodobaniem, odwracając się przy tym od prawdziwego Boga...
Skoro grzech pierworodny był nieposłuszeństwem dzieci Bożych względem woli Miłującego Ojca, to odkupienie grzesznej ludzkości mogło przyjść jedynie przez posłuszeństwo Bożego Dziecka czyli Jezusa Chrystusa, który - jak pisze św. Paweł w Liście do Filipian- "ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej" (Flp 2,6-8).
Wspomożycielka, która w ślubach zakonnych łączy się na zawsze z Chrystusem Odkupicielem i zobowiązuje z miłości do Niego zabiegać o radość wieczną dla dusz Jego Krwią odkupionych, jest wezwana do naśladowania swego Boskiego Oblubieńca przede wszystkim w zbawczym posłuszeństwie. Dlatego powinna każdego dnia stawać w pełnej dyspozycyjności do wypełniania woli Bożej ukazanej jej przez Słowa Ewangelii świętej i wolę przełożonych.
Inaczej mówiąc, własnym posłuszeństwem włączonym w Ofiarę Krzyżową Bożego Syna mamy nieustannie zadośćczynić za skutki nieposłuszeństwa zmarłych, które jak niewidzialne więzy nie pozwalają im całkowicie "oderwać się od ziemi". To "uwiązanie" nicią historii ziemskiego życia przyczynia się do dotkliwych cierpień duszy, która z całych sił chciałaby już zanurzyć się w bezmiarze Ojcowskiej miłości Boga.
Wspomożycielka z miłości do Boga i miłosierdzia wobec dusz czyśćcowych świadomie decyduje się na "przybicie swojej woli", wraz z Chrystusem, do krzyża codziennego życia gwoźdźmi cnoty posłuszeństwa, aby tylko tym zmarłym pomóc uzyskać pełnię uszczęśliwiającej wolności w niebie. I wbrew pozorom nie chodzi tu o jakieś nadzwyczajne czyny i wielkie cierpienia, ale o pełne wiary i ufności przyjęcie tego wszystkiego, co w swej wszechogarniającej Ojcowskiej miłości przygotowała nam Boża Opatrzność. Wystarczy uwierzyć, że Bóg pragnie dla nas jedynie dobra - to proste. Jednak w rzeczywistości naszego ludzkiego życia rzeczy najprostsze niekiedy okazują się być najtrudniejsze i dlatego są tak ważne.
POWOŁANIE I ETAPY FORMACJI
Powołanie na drogę życia zakonnego jest darem, którego udziela człowiekowi sam Bóg. Rodzi się ono z wewnętrznego spotkania z Chrystusem, który wybrał nas, wzywając bezmiarem swej miłości...
Łaska Bożego wybrania jest okryta tajemnicą. Nikt nie wie, dlaczego Pan Bóg obdarza powołaniem zakonnym właśnie tych, a nie innych ludzi... Bóg woła i czeka na człowiecze "tak"... Nikogo nie zmusza, nie zniewala - jedynie kocha i po prostu zaprasza do wzajemności, i to dlatego zdarza się, że niektórzy wybrani mówią Chrystusowi "nie".
Dziewczęta, które odpowiedzą miłością na Jezusowe "Pójdź za Mną" i posiadają odpowiednie predyspozycje do życia konsekrowanego przechodzą przez tzw. formację, która przebiega w kilku etapach.
Do życia zakonnego przyjmuje Przełożona Generalna - najważniejsza siostra w Zgromadzeniu - nazywana tak całkiem zwyczajnie Matką. Każda dziewczyna, która pragnie wstąpić do nas, najpierw przyjeżdża do Sulejówka, żeby spotkać się z Matką - porozmawiać i ustalić wspólnie czas czyli termin przyjazdu do postulatu. W Sulejówku są organizowane rekolekcje powołaniowe - jest to dobra okazja do modlitewnego rozeznania swojej drogi powołania i zarazem możliwość spotkania z żywymi Wspomożycielkami?! i przede wszystkim z Matką, która w Sulejówku mieszka ponieważ jest to Dom Generalny Zgromadzenia. Rekolekcje i dni skupienia dla dziewcząt zainteresowanych życiem zakonnym prowadzi siostra, która zajmuje się duszpasterstwem powołań. Organizowane są też rekolekcje w wielu innych miejscach i wspólnotach, ale na rozeznawanie i upewnianie się o swojej drodze powołania Sulejówek jest najlepszy!
Napisz, przyjedź - zobacz. Osobistego doświadczenia nie zastąpi żaden - nawet najbardziej szczegółowy - opis...
Adres Domu Generalnego Zgromadzenia:
ul. Poprzeczna 1, 05 - 070 Sulejówek, tel. 0 /prefix / 22 /783 13 64
Dojazd: z Warszawy Wsch. pociągiem podmiejskim kier. Siedlce albo Mińsk Maz. z peronu 7
Bliższe informacje o rekolekcjach i dniach skupienia można uzyskać pisząc na adres:
Duszpasterstwo Powołań Sióstr Wspomożycielek
ul. Poprzeczna 1, 05-070 Sulejówek,
tel. 0/prefix/22/783 13 64
Warunki przyjęcia do Zgromadzenia:
*szczere pragnienie służenia Bogu w życiu zakonnym (powołanie)
*odpowiednie zdrowie psychiczne i fizyczne
*wiek 16 - 35 lat.
Pierwszym etapem formacji zakonnej jest postulat (obecnie w Sulejówku k. Warszawy). Jest to czas pogłębiania wiary oraz weryfikacji swego powołania. Może on trwać od 6 miesięcy do dwóch lat, ale zazwyczaj w naszym Zgromadzeniu 1 rok.
Dwuletni nowicjat (też w Sulejówku) - to okres przyswajania sobie duchowości i charyzmatu Wspomożycielek, wdrażanie się w życie modlitwy oraz życie we wspólnocie. Nowicjat kończy się złożeniem ślubów czasowych: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
Pięć lat junioratu (w różnych wspólnotach naszego Zgromadzenia), to dalsze wgłębianie się w rzeczywistość życia zakonnego przez modlitwę, dokształcanie (również studia czy szkołę średnią), zaangażowanie w prace apostolskie.
Uwieńczeniem tego czasu są śluby wieczyste, które siostra składa na ręce Przełożonej Generalnej w czasie uroczystej Eucharystii.
DZIEń CODZIENNY:
MODLITWA, PRACA, ŻYCIE WSPÓLNE
Nasze codzienne życie wygląda podobnie jak we wszystkich zgromadzeniach o charakterze kontemplacyjno - czynnym. Mieszkamy w domach zakonnych, we wspólnotach liczących od kilku do kilkudziesięciu sióstr. W każdej wspólnocie jest tzw. siostra przełożona, która troszczy się o pozostałe siostry. Każdy dzień zaczynamy modlitwą (Jutrznia, medytacja, Msza św.). Po porannym posiłku zajmujemy się powierzonymi nam do wykonania konkretnymi pracami. Na ponowną modlitwę wspólnotową zbieramy się w południe. Po obiedzie jest czas na kontynuację
rozpoczętych prac, na modlitwę indywidualną, naukę lub czytanie duchowej lektury. W godzinach wieczornych odmawiamy Nieszpory i udajemy się na kolację i rekreację. Cały dzień kończy tzw. Kompleta - ostatnia brewiarzowa modlitwa dnia (najczęściej ok. 20.30). Na spoczynek udajemy się zazwyczaj ok. godz. 22.
Szczególne modlitwy wspomożycielek, których nie praktykuje się w innych zgromadzeniach to przede wszystkim Brewiarz za zmarłych odmawiana w każdy poniedziałek przez cały rok. To jest nasz zakonny przywilej. Ponadto w sposób szczególny przeżywamy też Dzień Zaduszny i cały miesiąc listopad. Drugi listopada, czyli dzień wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych jest najważniejszym świętem w naszej rodzinie zakonnej. Jest to tzw. święto tytularne Zgromadzenia i jak to zwykle z okazji takich uroczystości bywa - powinnyśmy uroczyście nakryć stół, więcej czasu spędzić na wspólnej rekreacji, itd. Tymczasem dla wspomożycielek to najważniejsze święto jest dniem pokuty i umartwienia, dniem wzmożonej modlitwy (w tych wspólnotach, w których jest to możliwe mamy całodzienne wystawienie Najświętszego Sakramentu), milczenia i ścisłego postu. Jest to jedyne święto, które przeżywamy w duchu pokuty, gdyż jako wspomożycielki pragniemy ofiarować duszom czyśćcowym to, czego w tym dniu najbardziej od nas oczekują. Staramy się więc na różne sposoby zadośćuczynić i wynagradzać Bogu za braki miłości do Niego i do ludzi, które zatrzymują ich w stanie oczyszczenia.
Od drugiego listopada do końca oktawy Wszystkich Świętych codziennie modlimy się brewiarzem za zmarłych. Po oktawie, do końca miesiąca, w Domu Generalnym i większych wspólnotach Zgromadzenia, siostry odmawiają wspólnie Różaniec, polecając Bożemu miłosierdziu wszystkich bliskich zmarłych oraz dusze zmarłych dobroczyńców, znajomych, przyjaciół, a także osób poleconych modlitewnej pamięci sióstr. Modlitwą tą ogarniają także wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące. W innych naszych wspólnotach zakonnych siostry dołączają do codziennych Nieszporów dowolną modlitwę za zmarłych.
W całym Zgromadzeniu przez drugi tydzień po oktawie ofiarowujemy Panu Bogu w intencji zmarłych post rozumiany jako wyrzeczenie się czegoś, podjęcie wewnętrznych i zewnętrznych umartwień itp. Natomiast w ostatnim tygodniu listopada niesiemy pomoc duszom czyśćcowym przez jałmużnę rozumianą jako świadczenie dobra ludziom chorym, biednym, samotnym, znajdującym się w trudnej życiowej sytuacji, potrzebującym pomocy, życzliwości czy też materialnego wsparcia.
Co siostry robią, gdzie pracują?
Ludzie często zadają nam to pytanie i chcieliby usłyszeć coś konkretnego o naszej działalności, żeby ocenić czy warto temu poświęcać swoją młodość i zdolności, czy jest to pożyteczne dla świata, czy wnosi jakieś dobro. Gdy odpowiadamy, że niesiemy pomoc duszom czyśćcowym, nie rozumieją i pytają nadal: "Ale co siostry robią?, bo teraz młody człowiek zanim zdecyduje się na życie zakonne musi wiedzieć co będzie robił". Tymczasem realizacja naszego charyzmatu, to nie zewnętrzna działalność charytatywna.
Na przykład w tej chwili prowadzimy dwa domy pomocy społecznej, ale "jutro" już możemy ich nie prowadzić i zaangażować się w inną działalność. Może też być tak, że siostra przeżyje całe swoje życie zakonne katechizując dzieci, albo gotując w kuchni, ale ani katechizacja, ani posługa kucharska nie jest wypełnieniem sensu naszego życia zakonnego. O tym sensie stanowi coś innego.
Otóż wierność w miłości do Chrystusa Odkupiciela i dusz czyśćcowych każe nam tak przeżywać swoje powołanie, aby każda czynność (modlitwa, praca, dobry czyn, umartwienie), otwierała nas na to, co jest poza nią samą. Ponieważ właśnie to jest najważniejsze. W naszym Zgromadzeniu nie jest więc najistotniejsze to, co siostra robi, ani nawet jak robi, ale po co i dla Kogo...
Dotykamy w tym miejscu samego "serca" powołania siostry wspomożycielki. Dla nas nawet najbardziej "szara" i nieatrakcyjna codzienność powinna jaśnieć blaskiem wieczności. Tak więc, na pytanie: "Co siostry robią?" należałoby odpowiedzieć: żyją dla Boga w ślubach czystości, ubóstwa i posłuszeństwa i z miłości do Niego starają się tym życiem zadośćuczynić za grzechy dusz czyśćcowych.
Ta perspektywa uczynienia każdej chwili swego życia darem dla zmarłych, aby mogli osiągnąć wieczną szczęśliwość, uwalnia nas od czysto "światowego" i tylko "ludzkiego" patrzenia na rodzaj zewnętrznego zaangażowania w życie wspólnotowe Zgromadzenia i Kościoła. Nie ma już lepszych i gorszych prac, czy obowiązków. Nie jest też istotne jakie kto ma wykształcenie, czy jakie posiada zdolności, gdyż - jak pisze - Exupéry w swojej Twierdzy - "najważniejsza jest we wszystkim miłość". Natomiast bł. Honorat Koźmiński stwierdza, że "kto szczerze i serdecznie kocha Pana Boga, dla tego wszystkie rzeczy tego świata mają głębokie znaczenie". Ta miłość kształtuje nasze serca, by mogły żywić się samym dawaniem. To ona ma stać poza wszystkimi naszymi czynnościami - za modlitwą i za wypoczynkiem, za studiowaniem mądrych ksiąg i sprzątaniem schodów - gdyż u Boga wartość ma wyłącznie to, co zostało uczynione z miłości... Dlatego też miarą wielkości osoby powołanej nie jest to, co robi na zewnątrz i jakie pełni funkcje, ale stopień zjednoczenia z samą Miłością.